Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
O autorze
Zakładki:
A to czytam i tu pisuję :)
Czytam
Poczekalnia
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Tu zaglądam
Ulubione wydawnictwa, których książki KUPUJĘ za ciężko zarobione pieniądze :)
Wishlist :)
Zaglądam i tu
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Kategorie: Wszystkie | Dźwięki | Obrazy | Słowa | To i owo
RSS
środa, 13 stycznia 2010
freakowe wishful thinking

Połowa stycznia już praktycznie za plecami, więc i na życzenia noworoczne, czy też podsumowania minionego roku trochę już za późno. Zresztą tyle tego przewija się na sąsiednich blogach, że można sobie te bliźniacze podsumowania przeglądać do woli / znudzenia.

Postanowień tradycyjnie staram się nie robić, żeby z kolejnymi miesiącami nie pluć sobie w brodę i nie krzywić z niezadowoleniem na widok listy stającej się coraz to większym wyrzutem sumienia.

Jako że jednak od wszystkiego są wyjątki, życzyłabym sobie i podobnym mnie maniakom, żeby ten rok okazał się, jeśli nie lepszy, to przynajmniej nie gorszy pod względem literackich odkryć. I (to już tzw. życzenia mobilizujące) może także większej samodyscypliny w zamieszczaniu notek o lekturach, którymi zdecyduję się podzielić z innymi freakami.

Wreszcie last but not least, chciałabym utrzymać wysoką w miarę możliwości selektywność moich lektur - tzn unikać wciskającego się nachalnie zewsząd chłamu z pierwszych list bestsellerów, a pozwolić sobie raczej na refleksyjny i niespieszny powrót do klasyki i poznawanie autorów czy dzieł, które są tego warte. Najzwyczajniej w świecie szkoda mi czasu na kiepskie książki, więc głupawym czytadłom mówię zdecydowane NIE - już raczej wolę poprzeglądać sobie słownik :)

Od dłuższego czasu staram się ograniczać kupowanie książek i tego też będę się trzymać - odkryłam już kiedyś, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy "chcę to przeczytać", a "koniecznie muszę to mieć", bo pomijając lektury wybitne / klasykę czy też opracowania para- i naukowe, do ktorych się wraca, gros tego, co przewija się przez moje ręce i mieszkanie to lektury jednorazowe. A co za tym idzie - zbieracze kurzu i tyle. Tak więc czytanie jak najbardziej, kupowanie też, ale z włączoną opcją zdroworozsądkową.

So be it.

A o styczniowych lekturach jeszcze porozmawiamy :)

wtorek, 24 listopada 2009
Diabeł z pudełka

Znów długo mnie nie było… Właściwie nie mam żadnego sensownego wytłumaczenia, ot po prostu tak mi się życie ułożyło, że ten wirtualny zakątek, który sobie stworzyłam jakiś czas temu, ustąpił tzw. „realowi” – w zasadzie powinnam się cieszyć, bo oznacza to ni mniej ni więcej, że wróciłam do świata żywych i zaczęłam znowu funkcjonować w społeczeństwie, ale oczywiście wiąże się z tym i ciemna strona mocy, czyli permanentny brak czasu na cokolwiek, co nie jest pracą, lub też szykowaniem się i drogą do i z niej.

Ale radzę sobie jak potrafię, głównie odwiedzając zaprzyjaźnioną bibliotekę (która okazała się niespodziewanym bonusem mojej przeprowadzki) i gromadząc zapasy książkowo-filmowe (bo czymże byłby książkowy freak bez zalegających po wszystkich kątach tomów i tomiszczy?) na lepsze czasy… Zaczynam też nabierać biegłości w autobusowej czytelniczej ekwilibrystyce, jako że na samą myśl o cennych 30 minutach (w jedną stronę), zmarnowanych na bezmyślnym gapieniu się przez okno lub w zacięte twarze dookoła, żal mi ściska nie tylko moje własne cztery litery, ale i parę innych fragmentów ciała.  

A w międzyczasie nadrabiam zaległości w podczytywaniu blogowych sąsiadów i zacieram ręce na te długie jesienno-zimowe wieczory (których jakoś na razie nie udało mi się odpowiednio wykorzystać), kiedy to będę mogła wreszcie zasiąść w starym fotelu przy nowym oknie i zanurzyć się spokojnie i bez wyrzutów sumienia w świat czyjejś wyobraźni.

 

Tak więc jeśli kogoś jeszcze czasem tu zawiewa, sygnalizuję, że to nie jest moje ostatnie słowo i postaram się dawać głos, no powiedzmy, raz na kwartał :)

niedziela, 06 września 2009
Informacyjnie i serialowo
Zgadza się, przerwę miałam. Znowu. Długą. Tym razem jednak nie wylądowałam w szpitalu, ani nie porwali mnie kosmici, tylko zaczęłam nową pracę i nagle okazało się, że praca + okrojone życie towarzyskie nie zostawiają zbyt wiele miejsca na inne aktywności, takie jak prowadzenie bloga na przykład. Ot i cała tajemnica, gdyby ktoś przypadkiem się nad tym zastanawiał...

Żyję więc i miewam się dobrze, ale jestem w okresie przystosowywania się do funkcjonowania w społeczeństwie jak normalny człowiek, a nie pałętam się gdzieś na jego obrzeżach, jak to miało miejsce w ciągu ostatnich trzech lat. Bądźmy szczerzy - w moim przypadku to już coś, tzn zdecydowany krok naprzód. Jeszcze trochę i przestanę się czuć wśród ludzi jak E.T., marzący o powrocie na swoją planetę.

Ale żeby nie było za lekko, to moje życie intelektualne chwilowo zostało zahibernowane, a mój kontakt z "kulturą" ogranicza się do oglądania dwóch seriali, w które, do czego przyznaję się z ręką na sercu, wciągnęłam się bez reszty. Słowo pisane w jakiejś tam postaci jeździ sobie ze mną metrem w torebce i nawet czasem udaje mi się poświęcić mu chwilę uwagi, ale póki co, w kategoriach czytelniczych, nie bardzo mam się czym pochwalić, bo albo trafiam jak kulą w płot i rzucam rozpoczętą książkę po 30 stronach, albo czytam o seryjnych zabójcach, czyli generalnie nihil novi.

A wracając do tytułów, o których wspomniałam powyżej, to są to dwie całkiem różne bajki i to dosłownie pod każdym względem, no ale do rzeczy:

- MAD MEN to raj dla oczu dla kogoś, kto ma choć odrobinę sentymentu do lat 50. czy 60. ubiegłego wieku i mody retro, ale z całą pewnością warto go obejrzeć nie tylko dla pięknych sukienek i rewelacyjnej scenografii. Fabuła skupia się wokół niewielkiej, ale nieźle prosperującej amerykańskiej agencji reklamowej i gronie pracujących w niej osób, wśród których centralną postacią jest Don Draper. Wszystko kręci się na ogół wokół niego, jednak "Mad Men" to przede wszystkim genialny (naprawdę GENIALNY) scenariusz i mnóstwo cholernie celnych obyczajowych obserwacji - właściwie krok po kroku możemy sobie obejrzeć całą obyczajową ewolucję i zobaczyć dokładnie, jak zmienił się świat od czasów naszych rodziców, choć na dobrą sprawę w relacjach międzyludzkich nie posunęliśmy się aż tak daleko do przodu...





Uwielbiam ten serial i uwielbiam Dona Drapera, który mimo dość typowego dla swoich czasów męskiego szowinizmu, jest dla mnie uosobieniem mężczyzny prawie idealnego.



O ile "Mad Men" jest obyczajowym dramatem, zgrabnie lawirującym pomiędzy życiem uczuciowo - intymnym i zawodowym, to drugi tytuł z pewnością jest moim antidotum na wszelkie smutki i potencjalną jesienną chandrę. Jeśli ktoś lubi "Przyjaciół" (a czy w ogóle istnieje ktoś, kto ich NIE lubi?) i brytyjski humor, to ma szansę zakochać się w "COUPLING" . Uprzedzam jednak, że to nie jest żadna angielska wersja tego słynnego serialu, tylko coś w rodzaju jej zwariowanego europejskiego odpowiednika, przyprawionego sporą szczyptą seksu i niecenzuralnych dialogów - życiowe komentarze bohaterów na temat związków i płci przeciwnej (zwłaszcza w wykonaniu Jeffa) są po prostu bezcenne.
Dodatkowym bonusem w moim przypadku jest główna rola Jacka Davenporta.




poniedziałek, 06 lipca 2009
Do góry brzuchem


Ok, nie ma co się oszukiwać - okazuje się, że im wyższa temperatura za oknem, tym mniejsza jest moja potencjalna "wena"; upał świetnie się za to dogaduje z moim wewnętrznym leniem sprawiając, że moja chwilowa działalność intelektualna nie jest w stanie wyjść poza słuchanie muzyki i oglądanie cieni na suficie...

A tymczasem w naszej cudnej i piekielnie gorącej stolicy od wczoraj aż do następnej niedzieli trwa Festiwal Lato Filmów, więc jeśli jakiś filmowy freak ma chęć obejrzeć coś interesującego i niekomercyjnego, to zachęcam - pełny program z tytułami i opisami jest tutaj.  Poza tytułami z całej Europy biorącymi udział w konkursie głównym (na najlepszy scenariusz), można będzie też obejrzeć sporo niezłych filmów z ubiegłych lat, albo wybrać się np na przegląd kina koreańskiego czy japońskiego.

Niżej podpisany freak na pewno się tam pojawi... A w międzyczasie idę poszukać jakiejś adekwatnej do pogody i mojego stanu ducha, nieobciążającej zbytnio moich rozleniwionych szarych komórek lektury...

Jak widać na załączonym obrazku, futrzak też nie należy do grona fanów letnich upałów...

środa, 22 kwietnia 2009
bum
Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że to już powoli staje się nudne - kilka miesięcy względnego spokoju, niełatwe próby powrotu do "normalności", po czym nagle BUM! jak grom z jasnego nieba - i znowu ląduję w szpitalu i znowu czeka mnie diabli wiedzą jak długie dochodzenie do siebie - chyba w końcu człowiek ma prawo się wkurzyć, no bo ILE MOŻNA??

Ok, koniec jęczenia, bo to ani czas ani miejsce ku temu - jednym (nie wykluczam, że jedynym) plusem tej niefortunnej sytuacji jest ilość wolnego czasu, którą pewnie nie będę już potem dysponowała aż do emerytury, a którą mogę sobie teraz bezkarnie wykorzystywać na czytanie / oglądanie / słuchanie i inne miłe i niemęczące fizycznie czynności. Tak więc od wyjścia ze szpitala pochłaniam co tylko mam w zasięgu ręki, z tym że niestety chwilowo nie jestem w stanie skupić uwagi na czymkolwiek ambitniejszym, w związku z czym ograniczam się prawie wyłącznie do kryminałów (z założeniem, że im bardziej okrutny, tym lepiej). Nie mam więc za bardzo o czym pisać, jako że fabuła kolejnych pozycji zostaje mi w głowie przez jakieś 15 minut po przeczytaniu ostatniej strony, po czym już zaznajamiam się z kolejnymi bohaterami - z małymi wyjątkami oczywiście...

Jednym z nich był nasz krajowy (o dziwo) kryminalik, autorstwa Tomasza Konatkowskiego, pt. "Przystanek śmierć" - z sympatycznym komisarzem Adamem Nowakiem w roli głównej. To, co mnie, jako Warszawiankę z małym hoplem na punkcie historii mojego miasta i różnych varsavianistycznych ciekawostek urzekło najbardziej, to połączenie typowo kryminalnej zagadki z mnóstwem uroczych dykteryjek i anegdot związanych z historią poszczególnych miejsc, ze szczególnym uwzględnieniem warszawskich tramwajów - przyznam więc, że czytałam to z prawdziwą przyjemnością i przykro mi było, kiedy zbliżałam się do końca. Chętnie zapoznam się z innymi odcinkami serii z komisarzem Nowakiem, choćby tylko po to żeby się przekonać, czy p. Konatkowskiemu uda się podtrzymać moje świeżo rozbudzone zainteresowanie...

Drugi tytuł, który wyjątkowo kryminałem nie jest, opiszę następnym razem, z przyczyn, o których mowa w akapicie pierwszym. Stay tuned :)


środa, 14 stycznia 2009
Leniwie o niczym
Początek roku zdecydowanie upływa mi jak dotąd pod znakiem muzyki, natomiast z nie do końca jasnych dla mnie samej przyczyn, sklecenie kilku logicznie powiązanych ze sobą zdań na temat moich lektur czy obejrzanych filmów, najwyraźniej nie mieści się w granicach moich obecnych możliwości. Wyjątkiem była obejrzana w końcu rosyjska "Wyspa", ale o tym więcej tutaj 
 
 
Podsumowań i postanowień obiecałam sobie nie robić, wystarczy mi nadzieja, że ten rok okaże się lepszy od poprzedniego (co w moim konkretnym przypadku nie powinno być specjalnie trudne do zrealizowania, jako że 2008 pod względem ogólnie ujętej ch....wości byłby naprawdę ciężki do przebicia)
 
Pojęcia nie mam czemu, ale nie mogę wkleić żadnego linka drogą "tradycyjną", więc sygnalizuję tylko, że aktualnie słucham właśnie tej pani:
 
 Rekevin
 
Wygląda na to, że linki jednak działają - może nie do końca tak, jakbym chciała, ale nie będę małostkowa...
 
 
 
niedziela, 09 listopada 2008
Wróciłam...
Od razu tłumaczę, że ten niespodziewany kilkutygodniowy przestój nie był spowodowany moim wrodzonym lenistwem, ale zdecydowanie mało przyjemnym pobytem w szpitalu - bez wdawania się w zbędne szczegóły - jestem z powrotem i jak tylko uda mi się jakoś "oporządzić" i odzyskać trochę sił, to pewnie dam znać co w międzyczasie przeczytałam (a parę tytułów się uzbierało, no bo w sumie co można robić w szpitalu, poza uciekaniem w wymyślony przez innych świat?).
wtorek, 16 września 2008
Dla czytających Varszaviaków

Warszawski Salon Książki

W najbliższy weekend, czyli 19-21 września, w BUWie odbędzie się I Warszawski Salon Książki - tak sobie piszę z myślą, że może kogoś z szanownych podczytujących to zainteresuje.

Impreza odbędzie się pod hasłem "Zaczytaj się w Warszawie", a każdy dzień będzie miał swój motyw przewodni - w piątek będzie to twórczość Z. Herberta, w sobotę literatura dla dzieci, a niedziela to dzień varsavianistyczny.

Ja, jako zapalona miłośniczka historii mojego miasta, pewnie skuszę się na coś w niedzielę - ciekawi mnie zwłaszcza odsłonięcie tablicy niegdysiejszej kawiarni PIWowskiej (która, notabene, ma również zostać ponownie otwarta w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości). 

Szczegółową rozpiskę wszystkich imprez można znaleźć tutaj

poniedziałek, 15 września 2008
Powiew przeszłości
Kogo ciekawi barwny przedwojenny świat społeczności żydowskiej, świat, któremu niestety nie dane było przetrwać, miał szansę odbyć sentymentalną podróż w przeszłość podczas piątego już Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Można było pospacerować sobie ulicą Próżną, zamienioną w gwarny jarmark, kupić obwarzanki lub macę od wystylizowanej przekupki, posłuchać klezmerskiej (lub raczej para -klezmerskiej, ale i tak urokliwej)  muzyki, a nawet sfotografować się z samym I.B. Singerem :)
próżna próżna
próżna
 
Oddając na chwilę głos innym, Jerzy Kasprzycki w klasycznej już pozycji dla varsavianistycznych freaków, czyli "Korzeniach miasta" tak opisuje ten fragment miasta:
"Ulica Próżna nie wyglądała wtedy, w 1939 roku, tak prowincjonalnie i smętnie jak dziś, kiedy o dawnej świetności przypominają tylko resztki sztukaterii i ozdobnych obramowań nad oknami kilkupiętrowych kamienic. Projektował je pod koniec XIX wieku Franciszek Brauman - architekt, który swoich klientów szukał przede wszystkim w kręgu warszawskiej finansjery. Rzeczywiście, nazwiska właścicieli domów przy Próżnej miały szczerozłoty dźwięk. Szyldy i tabliczki nad bramami tej ulicy dotyczyły głównie banków, domów handlowych, agentur i pośrednictw w interesach (...) Po raz ostatni gmerałem w starych czasopismach na straganach między Bagnem i Próżną w maju 1939 roku. W półtora roku później nie było już tam dostępu. W poprzek Próżnej stanął mur getta, doskonale widoczny nawet z tramwaju przejeżdżającego Marszałkowską."
 
A tu już cytat zdecydowanie bardziej adekwatny do dzisiejszego wyglądu ulicy - tak pisał w kultowym "Złym" Leopold Tyrmand:
"Życzliwy i Meteor skręcili w Próżną: ulica ta krótka i dość wąska, zachowała ze zniszczeń kilka kamienic w całości. Były to secesyjne, czarnoszare, siedmiopiętrowe czynszówki, pełne balustrad i gzymsów, teraz odrapane, świecące nagą cegłą i obtłuczonym tynkiem, przygnębiające spękanym szychem wykładanych ongiś kolorowymi kafelkami bram."
 
Żal tego, co było nieodzowną częścią mojego miasta i co już nie wróci. 
 
Żeby pozostać w klimacie, fragment z pieknej płyty Nigela Kennedy'ego nagranej z polskim zespołem The Kroke Band pt. "East Meets East" (co prawda kawałek nosi nazwę "Kazimierz" i opowiada o całkiem innym mieście, ale historia niestety jest dokładnie ta sama...):