Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
O autorze
Zakładki:
A to czytam i tu pisuję :)
Czytam
Poczekalnia
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Tu zaglądam
Ulubione wydawnictwa, których książki KUPUJĘ za ciężko zarobione pieniądze :)
Wishlist :)
Zaglądam i tu
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Kategorie: Wszystkie | Dźwięki | Obrazy | Słowa | To i owo
RSS
sobota, 04 grudnia 2010
50 lat minęło jak jeden dzień, czyli "Ostatnia noc w Twisted River" Johna Irvinga...
Tak, Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że John Irving należy do tych w sumie nielicznych współczesnych pisarzy, których albo się naprawdę lubi, albo naciąwszy się na którąś z jego powieści i stwierdziwszy, że jego barwny i specyficzny styl nie jest tym, co do nas przemawia, omija jak najszerszym łukiem...

Ja od momentu, kiedy przeczytałam "Świat według Garpa", mam do niego słabość i chociaż nie jestem pewna, czy zaliczyłabym go do grupy moich najbardziej ulubionych, to na widok jego najnowszej książki zatarłam ręce z radości (i ciekawości).



Nie będę już powtarzać tego, co też wszyscy zainteresowani wiedzą, czyli że w "Ostatniej nocy w Twisted River" pojawiają się charakterystyczne dla pisarza motywy i liczne odniesienia do jego wcześniejszych dzieł, ani w jakim stopniu jest to utwór autobiograficzny - napiszę tylko, że to powieść z prawdziwego zdarzenia - soczysta i treściwa (dosłownie też, bo ma ponad 570 stron!), z wyrazistymi bohaterami.

Co do treści, to niejako jako bonus dostajemy tu przegląd wybranych wydarzeń historycznych II połowy XX wieku - akcja bowiem rozpoczyna się w 1954, a kończy w 2005 roku - w tle mamy więc i wojnę w Wietnamie, i rewolucję seksualną, czy atak na WWT, a na tym tle rozgrywa się dramatyczna historia ojca - kucharza Dominica Baciagalupo i jego syna - pisarza przybierającego pseudonim Danny'ego Angela. Po przypadkowym zabójstwie dokonanym przez dwunastolatka, życie tej dwójki polega głównie na ukrywaniu się przed równie psychopatycznym, co głupim policjantem, a akcja przenosi się płynnie z osady w New Hampshire, przez Boston, Vermont do Toronto.

Powiem tak - mnie ta książka wciągnęła niemal tak mocno, jak biednego Angela rzeka Twisted, ale specjalne brawa należą się Irvingowi za postać Ketchuma, który jeszcze przez kilka dni po zakończeniu lektury prześladował mnie w snach...Moim zdaniem bez niego byłaby to tylko w miarę interesująca historia, natomiast ten nieokrzesany flisak, pozornie nieliczący się z niczym i nikim, a jednak poświęcający właściwie całe swoje życie niesamowitej przyjaźni z Dominikiem i opiece nad jego synem, sprawił, że książka nabrała "życia". To świetnie opisana postać i choćby tylko dla niego warto się przebić przez te blisko 600 stron...

Książkę wydało wyd. Prószyński i S-ka.
13:22, jeanne_n , Słowa
Link Komentarze (3) »