Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
O autorze
Zakładki:
A to czytam i tu pisuję :)
Czytam
Poczekalnia
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Tu zaglądam
Ulubione wydawnictwa, których książki KUPUJĘ za ciężko zarobione pieniądze :)
Wishlist :)
Zaglądam i tu
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Kategorie: Wszystkie | Dźwięki | Obrazy | Słowa | To i owo
RSS
sobota, 13 listopada 2010
Wykańczające "Dziecię boże"...
...wykańczające dosłownie i w przenośni - wykończyło bowiem i dobrych parę osób w książce i mnie, próbującą tę książkę zmóc. Ja dałam wprawdzie radę, ale nie powiem, żeby była to przyjemna lektura - przebijałam się przez kolejne strony z poczuciem tytłania się w błocie albo czymś jeszcze gorszym i niemal z każdą kolejną linijką miałam wrażenie, że mnie ten obrzydliwy świat Lestera Ballarda oblepia i wciąga jak muliste dno bagna.




Powiem tak - "Drogę" Cormaca McCarthy'ego uważam za arcydzieło, ale "Dziecię boże" to nie są moje klimaty, co w sumie może jest dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę moją małą słabość do tematyki seryjnych zabójców.
Ale nie mogłam jakoś znieść książki, której główna postać (bo określenie "bohater" nie przechodzi mi przez usta) nie wzbudza we mnie żadnych pozytywnych emocji - wcześniej czytałam recenzję (bardzo ciekawą, notabene) matyldy (o
TU), ale powiem szczerze, że moje własne odczucia były diametralnie odmienne. Lester nie zdołał wzbudzić we mnie współczucia, a jedynie obrzydzenie i nie interesuje mnie, czy to fakt, iż nie zaznał on w dzieciństwie ciepła i czułości zrobił z niego potwora, czy też brak przysłowiowej piątej klepki.

Jedno muszę przyznać - książka, choć pisana typowym dla McCarthy'ego bardzo prostym językiem, niemal pozbawionym wszystkich ozdobników, jest poruszająca - po jej zakończeniu miałam ochotę wziąć gorący prysznic i zmyć z siebie ten brudny i nieprzyjemny świat, w którym zostałam zanurzona, a myślę, że to też świadczy o sile oddziaływania autora i jego bezdyskusyjnym talencie...

Tak więc w sumie nie wiem, czy polecam czy nie - może jedynie na własną odpowiedzialność...

10:10, jeanne_n , Słowa
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 listopada 2010
Te najnowsze i te trochę mniej...
Tak, jak pisałam wcześniej - długa przerwa w pisaniu nie oznacza w moim przypadku automatycznego powstrzymywania się od powiększania i tak niemałej już biblioteki, która jak tak dalej pójdzie, obejmie w końcu władzę absolutną nad moim całym mieszkaniem i zmusi mnie do koczowania w piwnicy lub kątem u sąsiadów...

To tylko niewielki % tego, co udało mi się zgromadzić stosunkowo niedawno - a i tak nie jest to moje ostatnie słowo, bo kolejna partia już w drodze... To, co widać na zdjęciu to totalny miszmasz gatunkowy, będący idealnym odzwierciedleniem moich gustów czytelniczych... Samo zdjęcie raczej kiepskie, bo pstrykane na szybko, telefonem.
 
Aktualnie w czytaniu jest Zadie Smith - recenzja będzie wkrótce.




Stoją od lewej:
- Historia życia prywatnego. Tom 5 (bo dotyczy najbardziej interesującego mnie okresu, czyli początków XX w. aż do współczesności - ale w planach mam nabycie wszystkich tomów - kiedyś...)
- Alicja w krainie rzeczywistości - Melanie Benjamin - kupiłam, bo mnie zafascynował jakiś opis, potem trochę mi się odechciało, więc poczeka na lepszą chwilę
- Pensjonat - Piotr Paziński - niby cienkie, niby mi się podobało, a jednak utknęłam i muszę wrócić, żeby mnie nie kłuło w oczy na półce...
- Dramat udanego dziecka - Alice Miller - naprawdę ciekawe i pobudzające do głębszej refleksji
- W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich - Eric Berne - czyli
klasyczna już pozycja o różnorakich relacjach, w jakie się świadomie lub nie wikłamy
- Mądrość Toskanii - Ferenc Mate - inspiracja którąś z przeczytanych blogowych recenzji
- Rozmowy o książkach - Jarosław Iwaszkiewicz - zabiorę się za to lada moment, bo już się nie mogę doczekać
- Codzienność w Toskanii - Frances Mayes - podobnie jak u kolegi Ferenca, czyli zakup pod wpływem impulsu
- W ogóle i w szczególe - Anne Fadiman - bo jej "Ex libris" uwielbiam - zresztą te eseje też są niczego sobie...
- Być kobietą i nie zwariować - K. Miller, M. Pawluczuk - nie lubię poradników, ale przez ten przebrnęłam bez przykrości, a nawet z odczuciem, że sporo mi ta lektura dała
- Polski hydraulik - Maciej Zaremba - a to już tak sobie stoi i czeka od jakiegoś czasu, bo zawsze coś się przed niego wpycha do kolejki...
- Jak powieść - Daniel Pennac - czyli mała książeczka o książkach - z gatunku tak lubianego przez wielu blogowiczów, w tym niżej podpisaną - bardzo przyjemna i szybko się czyta


Leżą po prawej:
- Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej - Sławomir Koper - no bo niby jak miałam się oprzeć TAKIEMU tytułowi? Też już zacieram ręce na samą myśl o tej smakowitej lekturze...
- Anybody Out There - Marian Keyes - podróżnik na gapę, który przywędrował w mojej walizce aż z Krety, czyli prezent od przyjaciółki -podobno miłe czytadełko - zobaczymy...
- Nowe lektury nadobowiązkowe - Wisława Szymborska - już to kiedyś czytałam, ale pamiętam jedynie, że mi się podobało, więc może sobie przypomnę w wolnej chwili
- Marlene - Angelika Kuźniak - czyli koleżanka koleżanki napisała książkę o Marlenie Dietrich - wygląda ładnie, a co w środku - to się okaże...
- Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało - Pierre Bayard - bardzo praktyczna pozycja dla kogoś, kto prowadzi bloga o książkach :) i ciekawa w dodatku (tę książkę akurat przeczytałam i spokojnie mogę o niej rozmawiać)...
- Moje pierwsze życie - Bodil Malmsten - czytałam "Cenę wody w Finistere" i "I znowu mam bałagan w papierach" - obie mi się podobały, więc jest szansa, że i tym razem się nie zawiodę
- Moje życie we Francji - Julia Child - a o O TEJ książce naczytałam się tyle na różnych blogach, że normalnie boję się za nią zabrać - tym bardziej, że filmu nie widziałam (bo najpierw chcę przeczytać książkę i obawiam się, że mogę się tak zapętlić na amen)
- Biały kamień - Anna Bolecka - poruszająca i napisana pięknym językiem historia
- "na głowie" stoi Aleja przyjaciół Jarosława Iwaszkiewicza - chyba nie muszę tłumaczyć, skąd to i po co - bo to i o Tuwimie, i o Słonimskim, i o Lechoniu - czyli cud, miód i orzeszki :)

No i last but not least, na samym wierzchu:
- Brooklyn - Colm Toibin - bo czytałam niezłe opinie, bo to książka nominowana do mojego ulubionego Bookera i bo podobała mi się biografia Henry'ego Jamesa tegoż autora, którą czytałam kiedyś tam
- Niewidzialne - Paul Auster - bo bez względu na to, czy jest on świetnym pisarzem, czy też tylko zręcznym rzemieślnikiem, uwielbiam go bezkrytycznie i nie mogę się oprzeć jak widzę cokolwiek, co wyszło spod jego ręki...
- Jak zmieniałam zdanie - Zadie Smith - jestem mniej więcej w połowie i przyznaję, że jak dotąd jest naprawdę interesująco, a momentami nawet świetnie - oby tak dalej!
 
19:29, jeanne_n , Słowa
Link Komentarze (1) »