Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
50 lat minęło jak jeden dzień, czyli "Ostatnia noc w Twisted River" Johna Irvinga...
Tak, Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że John Irving należy do tych w sumie nielicznych współczesnych pisarzy, których albo się naprawdę lubi, albo naciąwszy się na którąś z jego powieści i stwierdziwszy, że jego barwny i specyficzny styl nie jest tym, co do nas przemawia, omija jak najszerszym łukiem...

Ja od momentu, kiedy przeczytałam "Świat według Garpa", mam do niego słabość i chociaż nie jestem pewna, czy zaliczyłabym go do grupy moich najbardziej ulubionych, to na widok jego najnowszej książki zatarłam ręce z radości (i ciekawości).



Nie będę już powtarzać tego, co też wszyscy zainteresowani wiedzą, czyli że w "Ostatniej nocy w Twisted River" pojawiają się charakterystyczne dla pisarza motywy i liczne odniesienia do jego wcześniejszych dzieł, ani w jakim stopniu jest to utwór autobiograficzny - napiszę tylko, że to powieść z prawdziwego zdarzenia - soczysta i treściwa (dosłownie też, bo ma ponad 570 stron!), z wyrazistymi bohaterami.

Co do treści, to niejako jako bonus dostajemy tu przegląd wybranych wydarzeń historycznych II połowy XX wieku - akcja bowiem rozpoczyna się w 1954, a kończy w 2005 roku - w tle mamy więc i wojnę w Wietnamie, i rewolucję seksualną, czy atak na WWT, a na tym tle rozgrywa się dramatyczna historia ojca - kucharza Dominica Baciagalupo i jego syna - pisarza przybierającego pseudonim Danny'ego Angela. Po przypadkowym zabójstwie dokonanym przez dwunastolatka, życie tej dwójki polega głównie na ukrywaniu się przed równie psychopatycznym, co głupim policjantem, a akcja przenosi się płynnie z osady w New Hampshire, przez Boston, Vermont do Toronto.

Powiem tak - mnie ta książka wciągnęła niemal tak mocno, jak biednego Angela rzeka Twisted, ale specjalne brawa należą się Irvingowi za postać Ketchuma, który jeszcze przez kilka dni po zakończeniu lektury prześladował mnie w snach...Moim zdaniem bez niego byłaby to tylko w miarę interesująca historia, natomiast ten nieokrzesany flisak, pozornie nieliczący się z niczym i nikim, a jednak poświęcający właściwie całe swoje życie niesamowitej przyjaźni z Dominikiem i opiece nad jego synem, sprawił, że książka nabrała "życia". To świetnie opisana postać i choćby tylko dla niego warto się przebić przez te blisko 600 stron...

Książkę wydało wyd. Prószyński i S-ka.
sobota, 04 grudnia 2010, jeanne_n

Polecane wpisy

  • Te najnowsze i te trochę mniej...

    Tak, jak pisałam wcześniej - długa przerwa w pisaniu nie oznacza w moim przypadku automatycznego powstrzymywania się od powiększania i tak niemałej już bibliote

  • Comeback

    Stało się – książkowy freak powrócił – nie wiem wprawdzie, czy jeszcze ktokolwiek zagląda w te moje przykurzone blogowe kąty, ale powiem szczerze, ż

  • Gargulec

    Jakimś dziwnym trafem w ubiegłym roku ominął mnie szum związany z ukazaniem się "Gargulca" Andrew Davidsona - a może nie zwracałam na tę książkę uwagi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
claudete
2010/12/04 13:38:27
Jakoś nie mam do tej książki przekonania. Może dlatego, że nigdy wcześniej nie czytałam nic Irvinga i nie wiedziałabym "czym to jeść".
Niemniej jednak ciekawi mnie ta powieść, tak jak jej autor, z którym muszę się wreszcie zaznajomić.

Pozdrawiam :)
-
2010/12/05 11:46:41
od dawna poluję na Irvinga, ale zazwyczaj coś innego wygrywa z Nim przy zakupach. Muszę w końcu to zmienić.
-
Gość: Miętowe Listki, 95.108.91.*
2013/01/04 16:53:39
Uwielbiam Irvinga, jeszcze się nigdy nie zawiodłam, ta książka stoi u mnie grzecznie na półce i czeka, skoro już o niej przypominasz, to po nią sięgnę niebawem. Już nie mogę się doczekać szczerze mówiąć :)