Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Wykańczające "Dziecię boże"...
...wykańczające dosłownie i w przenośni - wykończyło bowiem i dobrych parę osób w książce i mnie, próbującą tę książkę zmóc. Ja dałam wprawdzie radę, ale nie powiem, żeby była to przyjemna lektura - przebijałam się przez kolejne strony z poczuciem tytłania się w błocie albo czymś jeszcze gorszym i niemal z każdą kolejną linijką miałam wrażenie, że mnie ten obrzydliwy świat Lestera Ballarda oblepia i wciąga jak muliste dno bagna.




Powiem tak - "Drogę" Cormaca McCarthy'ego uważam za arcydzieło, ale "Dziecię boże" to nie są moje klimaty, co w sumie może jest dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę moją małą słabość do tematyki seryjnych zabójców.
Ale nie mogłam jakoś znieść książki, której główna postać (bo określenie "bohater" nie przechodzi mi przez usta) nie wzbudza we mnie żadnych pozytywnych emocji - wcześniej czytałam recenzję (bardzo ciekawą, notabene) matyldy (o
TU), ale powiem szczerze, że moje własne odczucia były diametralnie odmienne. Lester nie zdołał wzbudzić we mnie współczucia, a jedynie obrzydzenie i nie interesuje mnie, czy to fakt, iż nie zaznał on w dzieciństwie ciepła i czułości zrobił z niego potwora, czy też brak przysłowiowej piątej klepki.

Jedno muszę przyznać - książka, choć pisana typowym dla McCarthy'ego bardzo prostym językiem, niemal pozbawionym wszystkich ozdobników, jest poruszająca - po jej zakończeniu miałam ochotę wziąć gorący prysznic i zmyć z siebie ten brudny i nieprzyjemny świat, w którym zostałam zanurzona, a myślę, że to też świadczy o sile oddziaływania autora i jego bezdyskusyjnym talencie...

Tak więc w sumie nie wiem, czy polecam czy nie - może jedynie na własną odpowiedzialność...

sobota, 13 listopada 2010, jeanne_n

Polecane wpisy

  • na dobry początek roku...

    Jak zwykle daje o sobie znać moje zdyscyplinowanie - miałam zaglądać tu częściej, ale wychodzi mi to średnio, jak widać...Nie obiecuję, że w nowym roku wiele si

  • Comeback

    Stało się – książkowy freak powrócił – nie wiem wprawdzie, czy jeszcze ktokolwiek zagląda w te moje przykurzone blogowe kąty, ale powiem szczerze, ż

  • Gargulec

    Jakimś dziwnym trafem w ubiegłym roku ominął mnie szum związany z ukazaniem się "Gargulca" Andrew Davidsona - a może nie zwracałam na tę książkę uwagi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
matylda_ab
2010/11/13 11:24:25
Masz rację, to cholernie poruszająca książka. Owszem, ciężka i brudna od zbrodni i mrocznej historii nieszczęsnego Lestera Ballarda. Ja tego typu literaturę lubię, bo daje mi potężny zastrzyk emocji. Fakt, że jednak tego typu pozycja nie jest dla każdego. Bo może przyprawić o obrzydzenie. To co u McCarthego jest cenne, to właśnie tematyka jego utworów. Naturalistyczna i obrzydliwie ciężka.
-
Gość: slavkomir, *.adsl.inetia.pl
2010/11/13 11:46:43
Mnie osobiście ta książka nie poruszyła. Jako studium zła tkwiącego w zwykłym człowieku bardziej przemówiła do mnie "Dziewczyna z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma, choć to autor z innej ligi literackiej. Książkę McCarthego czytałem już dawno, ale z tego co pamiętam trochę mnie wynudziła, a z pokręconego żywota Ballarda nic dla mnie wynikało. Może tylko, że to nie Bóg stwarza takich ludzi jak główny bohater. Tylko inni ludzie. Ale tak jak mówiłem: Dla mnie bardziej przekonująco jest to ukazane w "Dziewczynie z sąsiedztwa".
-
jeanne_n
2010/11/16 09:13:07
matyldo - co prawda, jak napisałam wyżej, mój odbiór tej książki był zdecydowanie mniej entuzjastyczny niż Twój i zgadzam się też z Tobą, że to nie jest lektura dla każdego, ale w sumie warto przekonać się o tym samodzielnie :)

slavkomir - zaintrygowana Twoim opisem wygooglałam sobie "Dziewczynę z sąsiedztwa", ale przyznam się, że to może być dla mnie trochę za mocne :) chociaż, może się kiedyś skuszę... zresztą książka została zekranizowana, z tego co się zorientowałam - to tak w ramach ciekawostki :)
-
2010/11/24 19:26:30
Miałam dokładnie te same odczucia. Obrzydzenie i zmęczenie tym bezgranicznym naturalizmem, żadnego współczucia dla paskudnej postaci Ballarda. No ale jednak doczytałam do końca, a emocje były silne i prawdziwe, więc może coś w tym jednak jest... W każdym razie - ja od takich klimatów uciekam i nie mam ochoty się w nich taplać, choć przecież nie szukam w książkach samego szczęścia i słodyczy....