Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Filmowo - "Adam"

Znowu będzie filmowo, ale tak się jakoś składa, że trafiam na zapadające w pamięć filmy, podczas gdy część ostatnich lektur jakoś gdzieś mi w międzyczasie zdążyła umknąć...

Choć zdarzają się wyjątki, ale o nich będzie za czas jakiś.

Dziś spotkanie z "Adamem".

Ten wpis skierowany jest przede wszystkim do tych, którzy nie wierzą, że można zrobić film o miłości, który będzie czymś więcej niż kiczowatą i przesłodzoną komedią romantyczną, po obejrzeniu której człowiek zaczyna mieć nerwowe drgawki na widok wszelkiego rodzaju czułości.  

Otóż, jak widać na przykładzie „Adama”, opowiedzenie prostej, ale jednocześnie uroczej i niegłupiej historii o rodzącym się uczuciu jest możliwe, zwłaszcza jeśli twórcom uda się powołać do życia postaci charakterystyczne, ale wzbudzające sympatię widza. W opisywanym przeze mnie filmie mamy tytułowego Adama Raki (naprawdę rewelacyjna rola młodego aktora Hugh Dancy’ego, który dzięki niej ma wreszcie szansę na uwolnienie się od dotychczasowego wizerunku „ładnego chłopca”), zbliżającego się do trzydziestki samotnika, który oprócz tęsknego spojrzenia z miejsca zmiękczającego kobiece serca, posiada jeszcze tzw. „zespół Aspergera”, czyli zaburzenie rozwoju (będące delikatną odmianą autyzmu) charakteryzujące się przede wszystkim upośledzeniem umiejętności społecznych. Chorzy z tym syndromem bardzo nie lubią zmian, nie potrafią kłamać, a także odczytywać niewerbalnych sygnałów wysyłanych przez innych, co jak możemy sobie łatwo wyobrazić, znacznie utrudnia codzienne kontakty z ludźmi. Ogólnie jednak łagodniejsza forma tej choroby nie wyklucza absolutnie cierpiących na nią ze społeczeństwa, choć przy charakterystycznym połączeniu nieprzeciętnej inteligencji z aspołeczną postawą, są oni często postrzegani jako ekscentrycy.

Tytułowy Adam radzi sobie jak potrafi najlepiej, choć po śmierci ojca, który opiekował się nim w miarę możliwości i utracie pracy, porusza się po nieprzyjaznym świecie z ostrożnością kogoś, kto niespodziewanie znalazł się wśród ludzi mówiących obcym językiem. Jednak w momencie, kiedy na jego drodze los postawi atrakcyjną sąsiadkę Beth, młodą pisarkę z ambicjami, bohater będzie zmuszony do zmierzenia się z własnymi rodzącymi się uczuciami, a także naturalnymi potrzebami każdego człowieka. Dziewczyna, choć początkowo zdezorientowana, a nawet lekko przerażona, nie ucieka i stopniowo zbliżając się do Adama, uświadamia im obojgu, że na dobrą sprawę nie dzieli ich aż tak wiele. Sama również boryka się z własnymi problemami, kiedy pozornie idealna rodzina okazuje się podtrzymywaną przez lata farsą, a stawiany na piedestale ojciec zostaje oskarżony o malwersacje, przy okazji których wychodzą na jaw długoletnie kłamstwa i oszustwa. Wbrew pozorom więc to ten niepozbierany i przerażająco szczery dziwak stanie się dla niej swego rodzaju ostoją, choć z pewnością nie można go nazwać łatwym we współżyciu.

Zdecydowanie największą zaletą tego skromnego filmu są postacie, które od pierwszych chwil budzą naszą instynktowną sympatię – reżyserowi udało się pokazać je z takim ciepłem i autentyzmem, że sama historia (dosyć schematyczna w gruncie rzeczy) automatycznie schodzi na dalszy plan.

To dzięki Adamowi i Beth nie przeszkadza nam sztampowość tej opowieści, w której jak zwykle mamy parę zakochującą się w sobie wbrew przeciwnościom losu i kompletnie różnym charakterom; to co mnie ujęło w tym filmie to spojrzenie na miłość od nieco innej niż zwykle strony – w zasadzie większość z nas przynajmniej od czasu do czasu przeżywa podobne niedopasowanie jak Adam, u którego po prostu pewne cechy wydają się mocno przerysowane – dlatego też łatwo jest się z nim utożsamić i kibicować mu w tej nierównej walce. Miłość według reżysera Maxa Mayera jest uczuciem pojawiającym się nie wiadomo kiedy ani czemu, raczej „mimo” niż „z powodu” czegoś, nie jest ślepa, ale niemniej obezwładniająca.

I choć w tej historii brak typowego happy-endu, to jej ogólne przesłanie jest jak najbardziej optymistyczne – każde z bohaterów wyszło z niej bogatsze o pewne doświadczenia i z większym potencjałem do wykorzystania w przyszłości.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że ta współczesna baśń była odkryciem ubiegłorocznego festiwalu kina niezależnego w Sundance, który w świecie filmowym jest symbolem dobrego gustu, a liczne pozytywne recenzje podkreślają, że jest to kolejny dowód na to, że filmowcy nadal potrafią tworzyć wartościowe i znaczące obrazy.  

Scenariusz i reżyseria: Max Mayer

Obsada: Hugh Dancy, Rose Byrne, Peter Galagher, Amy Irwing i in.

piątek, 05 marca 2010, jeanne_n

Polecane wpisy

  • Sir, my name is Eyre, Jane Eyre

    Miało być o książkach, ale co ja na to poradzę, że w międzyczasie obejrzałam film, który w mojej osobistej klasyfikacji zekranizowanej klasyki uplasował się aut

  • Kinowo cz.2

    Zapowiedziany c.d. wybranych tytułów z lipcowego Lata Filmów. Na początek "DeUsynlige" ("Troubled Water") - norwesko-duński zdobywca główne

  • Kinowo

    To będzie skrótowe podsumowanie kilku filmów obejrzanych podczas lipcowego Lata Filmów , o którym wspominałam jakiś czas temu - nie jestem pewna, czy wejdą one

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: