Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Ktoś we mnie
W zasadzie po tej wyczerpującej podwójnej recenzji nie zostaje wiele do dodania na temat "Kogoś we mnie" Sary Waters - zresztą pewnie ci, którzy lubią tę autorkę i / lub powieści paragotyckie, z tzw. klimatem i akcją osadzoną na angielskiej prowincji, w nawiedzonym dworze, pewnie już mają tę lekturę dawno za sobą, lub też wcale nie potrzebują dodatkowej zachęty by po nią sięgnąć.



Rozpoczynając tę lekturę, miałam mieszane uczucia, bojąc się trochę przegadania czy też przekombinowania w którąkolwiek stronę - a jednak od pierwszych stron wciągnęła mnie ta snuta leniwie przez wiejskiego lekarza opowieść o zubożałej rodzinie, której z dawnych czasów świetności pozostał powoli i nieubłaganie chylący się ku upadkowi dom.

Podobała mi się postać nieatrakcyjnej Caroline, młodej kobiety z determinacją walczącej o utrzymanie status quo i starającej się za wszelką cenę zachować resztki godności i zdrowego rozsądku. Natomiast od samego początku drażnił mnie niepomiernie narrator, czyli doktor Faraday, początkowo sprawiający wrażenie obiektywnego obserwatora, ale z każdą kolejną stroną coraz mocniej i głębiej wikłającego się w życie rodziny Ayresów - nie podobało mi się jego skrywane, ale wszechobecne poczucie niższości, momentami przypominające raczej zawiść w stosunku do lepiej urodzonych, nie podobała mi się też ta jego pozorna uczciwość i chęć niesienia pomocy, o którą tak naprawdę nikt go nie prosił. Nie będę zdradzać zakończenia, które zresztą jest faktycznie na tyle otwarte, że dopuszcza pewną dowolność interpretacji, aczkolwiek mocno skłaniam się ku wersji opisanej przez ewenement .


Tak czy inaczej cieszy mnie niezmiernie, że są jeszcze współcześni pisarze, którzy nie pożegnali się z tradycyjną powieścią na dobre i raz na jakiś czas umożliwiają czytelnikom spędzenie kilku godzin z książką, która nie przypomina żadnych językowych ani stylistycznych eksperymentów, tylko pozwala na zanurzenie się w ciekawie opowiedzianej historii.


poniedziałek, 18 stycznia 2010, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
moni-libri
2010/01/18 14:51:48
cieszę się z Twojej recenzji bo książka stoi u mnie na półce od dawna bo zniechęciłam się kiedyś jej złą recenzją, teraz się cieszę bo mnie zainteresowałaś ;-)
-
Gość: Iseder, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/18 16:52:02
No proszę, jaka wena. A juz chciałam wykasować blog jako nieaktywny!
Cieszę się, że znowu piszesz :-)
-
Gość: Med-ola, 188.33.29.*
2010/01/18 17:40:02
Na mnie czeka "Złodziejka".. :) To będzie pierwsze spotkanie z ta autorką.
-
butters77
2010/01/18 19:51:53
Witam, tu ewenement (we wcieleniu gazetowym;)
Miło mi, że nawiązujesz do mojej notki - i zachęcam do wpisania się u mnie w wolnej chwili:)

Tymczasem fajnie. że "Ktoś" przypadł Ci do gustu - słyszałam ostatnio parę negatywnych opinii, powołujących się głównie na zbyt senną narrację - więc tym przyjemniej czyta się wypowiedzi tych, którzy nie żałują lektury (a żałować tych czterystu stron, to byłoby naprawdę poczucie straty czasu;)

Aha, uśmiechnęłam się, czytając, że mamy podobne odczucia co do Faradaya;))
-
be.el
2010/01/19 15:56:11
Baardzo mi sie podobała. Czasem naprawdę sie bałam, ale niekiedy mi się chciało śmiać, kiedy czytałam o tym, co się w posiadłości działo. Ale ogólnie książka przypadla mi do gustu.
-
jeanne_n
2010/01/20 10:09:04
moni-libri - mam nadzieję, że się nie rozczarujesz :)

iseder - faktycznie, jakoś w nowym roku udało mi się (póki co) trochę "ogarnąć" i zdyscyplinować, chociaż nie wiem, jak długo to potrwa :) ale tak jak napisałam kiedyś - postaram się całkiem nie zniknąć :)

med-ola - "złodziejkę" czytałam już dosyć dawno temu, ale pamiętam, że bardzo mi się podobała - z tym, że to całkiem inny typ powieści - tam jest więcej "akcji".

butters77 - witam :) Twoja recenzja była naprawdę świetna, więc tak jak napisałam, niewiele zostało mi do dodania - co do sennej narracji, to dla mnie akurat to często jest zaletą - to, co ktoś może określić mianem "nudnego", mnie może przypaść do gustu, bo lubię takie książki pozornie "o niczym"...

Oj, a Faradaya to miałam chęć momentami trzepnąć w głowę!

be.el - we mnie książka nie wywołała strachu, ale chyba najbardziej przeżyłam to, co się stało z psem (już nawet nie było mi żal tej wkurzającej dziewczynki)... Cieszę się, że Tobie też powieść się podobała :)
-
2010/01/21 00:35:46
musze się tą pozycją wreszcie zainteresować, już tyle o niej napisano na blogach, w większości były to dobre recenzje. Hmm, Saro Walters nadchodzę
-
moni-libri
2010/01/22 19:39:50
będę myśleć pozytywnie:)