Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Gargulec
Jakimś dziwnym trafem w ubiegłym roku ominął mnie szum związany z ukazaniem się "Gargulca" Andrew Davidsona - a może nie zwracałam na tę książkę uwagi, głęboko przekonana ("dzięki" mylącej okładce), że to jakieś "dziełko" z kategorii s-f, czyli chyba jedynej, z którą jakoś kompletnie mi nie po drodze.



Tymczasem okazało się, że ta debiutancka powieść młodego Kanadyjczyka jest mocno nieortodoksyjną wprawdzie, ale wciągającą opowieścią o miłości (chociaż dla mnie osobiście, i jak podejrzewam, nie jestem w swoim odczuciu odosobniona, zamieszczony w dobrej wierze "zachęcający" napis na okładce:  "O miłości wiecznej jak czas, silniejszej niż śmierć" kwalifikuje się do miana "pocałunku śmierci" dla opatrzonej nim książki).

No, ale do rzeczy - bezimiennego do końca bohatera poznajemy w szpitalu, kiedy dochodzi do siebie po wypadku samochodowym, w którym niemal spłonął żywcem i przyznam się, że na tym etapie, po niezwykle szczegółowych, bardzo realistycznych (i drastycznych!) opisach jego urazów i sposobów ich leczenia w zasadzie chyba bardziej współczułam mu, że nie dana była mu łaska nieświadomej śmierci w płomieniach...

Prawdziwą ironią losu jest jednak to, że mężczyzna przed wypadkiem był gwiazdorem porno, o aparycji młodego Adonisa, więc jak można się domyślić, przeistoczenie się w zniekształconego potwora automatycznie nasuwa na myśl perfidną karę za grzechy. A jednak kiedy bohater skupia całą swoją energię na doprowadzeniu się do stanu względnej używalności i opracowuje misterny i wyszukany plan popełnienia samobójstwa (jak tylko zostanie wypuszczony ze szpitala i "przywrócony" na łono społeczeństwa), nagle na scenie pojawia się Marianne Engel i cały ten wyszukany plan bierze w łeb.

Z pewnością nie mamy tu do czynienia z typową parą w powieści miłosnej - trąci to raczej duetami typu "piękna i bestia" czy "upiór w operze - Christine", z tą drobną różnicą, że Marianne również daleko do ideału - wszystko wskazuje, że cierpi ona na zaawansowaną chorobę psychiczną - jest uroczą i diabelsko utalentowaną, a także obdarzoną niezwykłą charyzmą schizofreniczką, co z kolei sugeruje nam dosyć jednoznacznie, że ta historia nie będzie miała happy endu - no bo niby jak?

Tak czy inaczej, przez 500 stron czytamy w zasadzie trzy książki - pierwsza i zasadnicza to ta, rozgrywająca się współcześnie - w której bohater mozolnie powraca do zdrowia, głównie dzięki oddaniu i bezgranicznej pomocy ekscentrycznej rzeźbiarki oraz kilku zaprzyjaźnionych osób; równocześnie Marianne stopniowo odkrywa nam historię sprzed 700 lat - historię tragicznego, ale wzruszającego i namiętnego uczucia, jakie połączyło młodą mniszkę i najemnika - w obu tych opowieściach pewne elementy splatają się ze sobą jakby w potwierdzeniu szalonej teorii Marianne, że współczesna historia jest tylko lustrzanym odzwierciedleniem tamtej wcześniejszej i jej dopełnieniem.

Trzecia wreszcie część to "seria podróżnicza", w której przenosimy się z Islandii, do Japonii, Włoch,  czy Anglii, poznając kolejne barwne postaci i ich tragiczne losy (moimi ulubionymi były zdecydowanie ta o wikingu - kryptogeju i Vicky, niestrudzenie wypatrującej zaginionego męża). W opinii większości te wtręty to najsłabsza część powieści, której zarzucano zbytni sentymentalizm, a momentami ocieranie się  wręcz o styl porównywalny z Coelho - ja jednak nie zgadzam się z tym zdaniem - owszem, te historie były może łzawe, ale jednocześnie stanowiły chwilę oddechu od przytłaczającej chwilami historii Marianne i jej ukochanego.

Reasumując, ja "Gargulca" dosłownie pochłonęłam, choć wiele wskazywało na to, że ta książka nie przypadnie mi do gustu - uwielbiam takie niespodzianki! I mimo, że nie uważam tej powieści za arcydzieło (chociaż z drugiej strony życzyłabym każdemu debiutantowi stworzenia podobnego "niearcydzieła"), mam przeczucie, że coś z tej historii zostanie w głowie na dłużej, pomijając już fakt, że być może dzięki A. Davidsonowi wróci moda na czytanie Dantego :) W zasadzie "Gargulec" i "Boska komedia" powinny być od razu sprzedawane w jakimś dwupaku...


niedziela, 24 stycznia 2010, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
clevera
2010/01/24 16:00:32
Miałam to samo złudzenie optyczne okładki, tyle, że ja widziałam, do pewnego momentu, żaglowiec na niej. Przeczytam jak tylko do mnie wróci pożyczona.:)
-
2010/01/24 16:35:38
Ja już oczekuję następnych książek tego autora :)
-
2010/01/24 19:24:06
ja też myślałam, że sf lub fantazy i też w pewnym momencie widziałam tam żaglowiec, haha. Muszę się przyjrzeć tej historii bliżej