Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Z cyklu - lektury niedokończone
Raczej rzadko zdarza mi się odłożyć nieprzeczytaną do końca książkę, może dlatego, że rzadko sięgam po tytuły całkiem przypadkowe - na ogół wcześniej robię mały "research".

Czasem jednak okazuje się, że to, co w założeniu miało być wciągającą lekturą, jest wyłącznie przereklamowanym większym lub mniejszym gniotem. Kiedyś pewnie zmogłabym i gniota, jako że nie wyobrażałam sobie, że można książkę zacząć i jej nie skończyć, no ale kilka lat wstecz postanowiłam wreszcie zacząć cenić swój czytelniczy czas i teraz bez sentymentów odkładam na bok te tytuły, które nie zdołały mnie wciągnąć przez kilkadziesiąt pierwszych stron (no, może sto parę, w zależności od objętości)...




Do takich ostatnio niedoczytanych przeze mnie książek, należy m.innymi "Katedra w Barcelonie", która skusiła mnie tytułem i być może także opisem na okładce, obiecującym Bóg wie jaką rozrywkę... Cóż, być może dla kogoś, kto nie miał nigdy w ręku "Hrabiego Monte Christo", "Trzech muszkieterów" itp., wspomniana "Katedra" wyda się szczytem literackiego wyrafinowania, ale mnie najzwyczajniej w świecie zaczęła nudzić już po jakichś 40 stronach, a potem było już tylko gorzej...

Autor chwali się swoimi wieloletnimi historycznymi przygotowaniami do pisania tejże powieści, ale szczerze mówiąc chyba lepiej by zrobił poświęcając ten czas na szlifowanie swoich umiejętności pisarskich, bo zarówno styl, jak i język pozostawiają wiele do życzenia, a objętość książki niekoniecznie przekłada się na głębię psychologiczną postaci czy też społecznego tła - oczywiście Ildefonso Falcones zadbał o to, żeby cały czas coś się działo, jednak wszystkie te misterne intrygi przestały mnie bawić już na początku i generalnie w momencie, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że jest mi totalnie obojętne, co się stanie z głównym bohaterem i wszystkimi innymi, postanowiłam odpuścić sobie resztę "Katedry" i zabrać się za cokolwiek innego.

A z historią Hiszpańskiej  Inkwizycji etc. wolę się zapoznawać "u źródeł" (tu akurat automatycznie przychodzi mi do głowy Monty Python ze swoim klasycznym już "nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji" :))
Cóż, bywa i tak.

Na koniec muszę jednak powiedzieć, że mojemu tacie "Katedra..." bardzo się podobała, a jego na pewno nie mogę posądzić o brak lub kiepski gust (Dumas'a też swego czasu czytał), więc jak widać upodobania czytelnicze książkowych moli są nieprzewidywalne. I dobrze!

Ciekawi mnie też, jak wygląda sytuacja u Was - zawsze kończycie rozpoczętą książkę? Ustanawiacie sobie jakieś granice, czy brniecie do końca z nadzieją na odkrycie nawet w nieciekawej lekturze czegoś wartościowego?
poniedziałek, 22 czerwca 2009, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/06/22 12:24:32
Raczej zostawiam i już do nich nie wracam. Czasami jednak, kiedy mam trochę więcej czasu przypominam sobie o którejś pozycji i zastanawiam się czy dobrze zrobiłam nie doczytując jej do końca. Bywa, że daję książce drugą szansę. Czasami warto, czasami nie. Są też takie tytuły, do których już pewnie nigdy nie wrócę.
-
Gość: Ania, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/22 13:39:04
Czytam do końca, bo uważam, że nie mogę się wypowiadać o książce, jeśli nie przeczytałam całości. Tzn. inaczej - zdarza mi się odłożyć na bok jakąś książkę, żeby zapoznać się z inną, ale zawsze prędzej czy później do niej wracam.
-
abiela
2009/06/22 17:44:15
Dotąd czytałam do końca ale nie tak dawno o tym samym pisałam na moim blogu. Poległam przy Rushdiem i tak zaczęło się odkładanie książek. Już się nie męczę na siłę.
-
2009/06/22 22:35:48
O proszę, komuś poza mną jeszcze się ta książka nie podobała, niesamowite :) "Katedra..." znużyła mnie potwornie. I dołączyła do długiej listy książek, które odłożyłam w połowie - zwykle tyle staram się przeczytać. A ostatnio z niepokojem dostrzegam, że coraz więcej książek odkładam bardzo szybko, nie dając im nawet szansy.
-
2009/06/23 14:05:10
Beato - no właśnie ja też czasem decyduję się na danie jakiemuś tytułowi drugiej szansy, ale robię to w zasadzie tylko wtedy, kiedy uważam, że zaczęłam go czytać w nieodpowiednim momencie etc., a nie kiedy mam pewność, że autor i ja mamy całkiem odmienne wyobrażenie na temat tego, jak powinna wyglądać interesująca książka ;)

Aniu - nie do końca się z Tobą zgadzam - owszem, żeby wyrobić sobie zdanie o jakimś konkretnym tytule czy autorze, trzeba się z nim zapoznać (przynajmniej częściowo), ale czasem wystarczy właśnie te parędziesiąt / paręset stron żeby się zorientować, czy coś nam odpowiada czy niekoniecznie. Ja np mam już raczej nieuleczalną awersję do Doroty Masłowskiej, od kiedy zrobiłam dwa podejścia (nieudane żeby nie było wątpliwości) do jej "Wojny polsko-ruskiej..." i nie muszę przedzierać się przez jej kolejne książki, żeby wiedzieć, że to nie jest literatura dla mnie...

Abielo - akurat Rushdie wydaje mi się takim autorem, któremu należy się druga szansa, chociaż wiem też, że jest sporo osób, które go nie znoszą (poza tymi, którzy chcieliby go widzieć na tamtym świecie oczywiście) ;) nie wiem, przy czym konkretnie poległaś, ale ja pamiętam, że kiedyś nie mogłam zupełnie przebrnąć przez "Dzieci północy", ale już "Ziemia pod jej stopami" mi się całkiem podobała...
Ale jednocześnie uważam, że kurcze, nie każdy pisarz, nawet dobry, musi przypaść do gustu każdemu czytelnikowi i nie ma nic bardziej wkurzającego od stwierdzenia, że coś się POWINNO podobać, bo jest dobre!

Liritio - no widzisz, już jesteśmy co najmniej dwie ;)
-
Gość: clevera, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/23 19:02:48
Brnę do końca, mimo, że czasami jest ostro pod górę. "Katedrę w Barcelonie" wspominam jak film przygodowy, za którymi nie niespecjalnie przepadam.:)
-
net.a.a
2009/06/23 20:19:42
"Katedrę w Barcelonie" doczytałam do końca, ale po środku w kilku miejscach kusiło mnie by dać sobie spokój ;) Zdarza mi się jednak porzucać książki w trakcie, czasem też wracam, bo wydaje mi się, że winne może być moje aktualne nastawienie. Powrót do odłożonej książki po przerwie może czasem zupełnie zmienić jej odbiór.
Pozdrawiam :)
-
2009/06/24 21:31:04
Niedoskonałości języka i stylu mogą być winą tłumacza i/lub redaktora. Zaintrygowałaś mnie. Sięgnę po książkę, żeby sprawdzić, czy i mnie znudzi.
-
abiela
2009/06/24 23:42:16
Masz rację i Rushdie dostanie szansę, ale musi na nią poczekać:) Poległam na "Ostatnim westchnieniu Maura".
-
2lewastrona
2009/07/05 11:18:45
coś w tym jest. Doczytałam do 50 strony odłozyłam. siegnelam po jakims czasie znow kilka stron. Niby wciaga ale jakies to takie rozmemłane.