Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Retroklimat :)
Na wstępie muszę się przyznać, że mam słabość do biografii ciekawych ludzi - w jakimś poprzednim wcieleniu musiałam być wiejską (albo i miejską, któż to może wiedzieć) plotkarką, wścibiającą nos w życie innych - no i najwyraźniej coś z tego mi zostało do dziś...

Konikiem, na którego najchętniej wsiadam, są oczywiście biografie i dzienniki pisarzy albo ludzi związanych choćby pobocznie z literaturą, ale jako miłośniczka niemal wszystkiego, co zawiera w sobie słowo "retro", pochłaniam też wspomnienia mniej lub bardziej anonimowych autorów, jeśli tylko napisane są ładnym językiem i osadzone w ciekawych czasach.

Aktualnie siedzę zagrzebana po same uszy w ziemiańskim majątku Marianny Jasieckiej, bohaterki fantastycznej książki "Marianna i róże", której rewelacyjny opis można znaleźć u Padmy (z którym nawet nie zamierzam stawać w konkury), marząc o własnym dworku, służbie i pięknych strojach...

A tytułem (tym niekryminalnym dla odmiany), o którym wspominałam w poprzednim wpisie jest ni mniej ni więcej, a "Stuhrowie. Historie rodzinne" autorstwa Jerzego Stuhra, czyli naprawdę miłe zaskoczenie, jako że podchodziłam do tej książki jak przysłowiowy pies do jeża - zaczęło się od nieśmiałego oglądania licznych zdjęć, po czym najwyraźniej dojrzałam wewnętrznie do całej reszty.
No i tak jak napisałam wyżej - miła niespodzianka, jako że to bardzo przyjemna lektura, zwłaszcza w części opisującej koleje losów austriacko-polskich przodków p. Stuhra na przełomie XIX i XX wieku, bolesne początki pradziadków po przenosinach do Krakowa, rozdarcie między lojalnością względem cesarza a coraz wyraźniej rysującą się polskością, a także (lub może przede wszystkim) liczne zawikłania uczuciowe i finansowe, rodzinne tragedie i radości. Jerzy Stuhr opisuje historię swojej rodziny ze swadą, dowcipem i ogromną czułością, wczuwając się w kolejne postaci i w ten sposób tworząc ich żywy obraz, wraz z ich obawami i refleksjami - dzięki temu czyta się tę książkę błyskawicznie, niemal mając wrażenie, że oto siedzimy sobie wygodnie słuchając opowieści o kimś nam dobrze znanym i bliskim.
Część współczesna tej opowieści też jest ciekawa, jako że rodzina państwa Stuhrów raczej nie bywa na okładkach pism plotkarskich, a co za tym idzie, ich życie prywatne pozostaje...prywatne właśnie - tak więc dzięki "Historiom rodzinnym" mamy szansę zajrzeć niejako "do środka". To, co mnie dodatkowo ujęło, to spora dawka samokrytyki sławnego autora, w odniesieniu do swoich stosunków z dziećmi - podoba mi się szczerość, z jaką wyznaje on, że być może ze względu na wykonywany przez siebie zawód, zawsze miał problem z okazywaniem uczuć w prawdziwym życiu, co z kolei odbiło się na jego relacjach rodzinnych. Ogólnie powiem tak - cieszę się, że trafiła do mnie ta książka, bo spędziłam dzięki niej kilka bardzo przyjemnych godzin, bez  nieprzyjemnego poczucia ładowania się z butami w czyjeś życie intymne - nie ma tu ani wyciągania brudów, ani pikantnych plotek z filmowego światka, tylko opowieść o sympatycznej rodzinie, przywiązanej do swoich korzeni - każdemu życzyłabym żeby potrafił mówić o swoich bliskich z podobną klasą. HOWGH :)


wtorek, 05 maja 2009, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/05/05 17:28:45
fajnie Cię znowu jeśli nie zobaczyć, to chociaż przeczytać;0) Pozdrawiam Cię !
-
Gość: marcin, *.chello.pl
2009/05/06 17:48:02
ja również mam ostatnio słabość do biografii... :)
[o czym wkrótce będzie się można znów o tym u mnie przekonać...]
-
2009/05/10 18:59:56
Stuhra-ojca jako aktora bardzo cenię. Syna mniej. Chyba jakiś biograficzny sezon się zaczął - czytam właśnie żywot Jane Austen ;)
-
2009/05/10 19:00:53
To byłam ja - nieprzelogowana dormeza z wordpress.
-
2009/05/20 12:15:52
o, sama chętnie bym poczytała o Jane Austen, zwłaszcza że to jedna z moich ulubienic :) może uda mi się trafić gdzieś na jej biografię...
-
2009/06/08 20:02:52
Dorwałam ją w koszu w którymś z hipermarketów. Książeczka cieniutka, za to autorstwa H. Lefroy, tak, tak, z TYCH Lefroyów...