Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Śmierć i trochę iluzji w tle

 

Parsifal nie żyje - tak zaczyna się ta książka.

Parsifal był magikiem, przystojnym, czarującym, eleganckim - niemal doskonałym. Sabine, której przyjdzie prowadzić nas przez całą historię, to jego świeżo owdowiała żona i jednocześnie tytułowa wieloletnia asystentka. Trwała przy ukochanym mężczyźnie wiernie także podczas tego ostatniego występu, aż do końca nie mając pojęcia, że życie które wiedli, było jeszcze mniej prawdziwe od pokazywanych przez nich na scenie "magicznych" sztuczek.

Stopniowo odkrywamy w tej pozornie banalnej historii drugie dno - okazuje się, że Sabine i Parsifal nie byli zwykłym małżeństwem, ale od lat tkwili w dość nietypowym uczuciowym trójkącie; kiedy jednak wydaje się, że to już koniec niespodzianek, Ann Patchett wydobywa spod powierzchni kolejny fragment układanki i oto jesteśmy w tym samym miejscu co Sabine - dotykamy rąbka tajemniczej przeszłości jej męża. Z eskluzywnego i słonecznego świata Los Angeles przenosimy się wraz z nią do zapyziałej dziury w Nebrasce, w której Sabine całkiem niespodziewanie odnajdzie coś w rodzaju wewnętrznej równowagi, a nawet sensu życia. 

W takim suchym opisie nie brzmi to jakoś specjalnie intrygująco, ale zapewniam, że z żadnym tandetnym romansidłem ta książka nie ma nic wspólnego - uczucia tam opisywane dotyczą głównie nieżyjącego już Parsifala, a sama fabuła koncentruje się na niepotrafiącej poradzić sobie ze stratą ukochanej osoby Sabine oraz niespodziewanie odnalezionych członków nieznanej jej rodziny.

Z drugiej strony nie jest to żadne arcydzieło, ale też myślę, że Patchett nie miała aż takich ambicji - "Asystentka magika" to po prostu bardzo przyzwoicie napisana powieść obyczajowa, ze świetnie skrojonymi bohaterami (barwna paleta małomiasteczkowej rodziny zetknięta z całym blichtrem i luksusem życia w L.A.) i naprawdę interesującą fabułą z kilkoma niespodziewanymi skokami. Czytało się to bardzo przyjemnie, a jedynymi denerwującymi fragmentami były niby sny Sabine, z niekończącymi się dyskusjami  z również nieżyjącym już Phanem. No, dobrze, w międzyczasie pojawiły mi się też zastrzeżenia co do wiarygodności psychologicznej postaci matki, bo jakoś ciężko mi uwierzyć w to, że kochający rodzic potrafi niemal bez mrugnięcia okiem skreślić swoje dziecko (bez względu na to, czego by nie zrobiło) i przez kilkadziesiąt lat ograniczać się jedynie do oglądania dzień w dzień kasety z jego występem, nie próbując nawiązać z nim realnego kontaktu - no, ale może po prostu pewne problemy przerastają moje możliwości percepcji :)

Tak czy inaczej to całkiem niezła lektura na ciągnący się wieczór. 

czwartek, 05 lutego 2009, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ksiazkowo
2009/02/06 21:32:34
Właśnie zaczynam Belcanto tej autorki, więc jeśli spodoba mi się to nie omieszkam sięgnąć po "Asystentke magika"
-
2009/02/09 14:29:43
no właśnie ja też planowałam zacząć od "belcanto", ale moja osiedlowa biblioteka niestety nie przewidziała takiej opcji ;) może jeszcze kiedyś gdzieś ją dopadnę...