Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Polecanka


To chyba u Padmy na blogu zetknęłam się pierwszy raz z tym tytułem. I jestem za tę inspirację niezmiernie wdzięczna, bo ostatnio jakoś niezbyt często zdarza mi się trafić na książkę, która przykuje moją uwagę równie intensywnie.

 

Nancy Huston w "Znamieniu", udało się bardzo sprawnie połączyć wciągającą sagę rodzinną z horrorem II Wojny Światowej w tle i przedstawić historię zwykłej na pierwszy rzut oka rodziny amerykańskich Żydów na tyle przewrotnie, że dopiero przy końcowych stronach tej szkatułkowej opowieści, obraz ukazuje nam się jako całość i wtedy dociera do nas prawdziwy dramatyzm tej opowieści.

 

Już sama struktura powieści może wydawać się lekko ryzykowna, ponieważ historia przedstawiona jest tu od końca, au rebours – każdy z czterech, autonomicznych rozdziałów poświęcony jest innemu członkowi rodziny, których poza więziami krwi łączy jeszcze fakt posiadania dość znaczącego znamienia na ciele, a także to, że wszyscy są sześciolatkami. Mamy więc do czynienia z czworgiem mocno nieletnich narratorów, a „akcja” rozpoczyna się w roku 2004 w Kalifornii, aby po zatoczeniu pełnego koła, przenieść się do Niemiec w roku 1945.

 

Jako pierwszego poznajemy Sola, rozpieszczonego i skupionego na sobie do granic możliwości jedynaka, którego zarówno język, jak i sposób myślenia wydają się nieco zbyt wysublimowane jak na poziom sześciolatka (nawet takiego, który uważa się za boga i ma ambicję podbicia świata, a jego zdolności korzystania z komputera i analizowania przyswajanych informacji są iście zatrważające) – ta część książki jest zdecydowanie najsłabsza, choć autorka jednocześnie jakby mimochodem wprowadza nas w świat tej rodziny, której tajemnice będziemy zgłębiać przez kolejne trzysta stron. Operacja usunięcia znamienia sześcioletniego Sola stanie się niejako katalizatorem następnych wydarzeń; ten rozdział kończy się powrotem do przeszłości, którego właściwy wydźwięk dotrze do nas dopiero po zapoznaniu się z częścią opowiedzianą przez prababkę chłopca, występującą w książce odpowiednio jako PB, światowej sławy śpiewaczka Erra, Kristina oraz ostatecznie Klarysa.

 

Wtedy to właśnie odkryjemy prawdziwy dramat, który wcześniej zostaje kilkakrotnie zasygnalizowany – Kristina, wychowywana przez modelową niemiecką rodzinę (i której jedną z ulubionych zabaw było wymyślanie podczas kąpieli z siostrą najzabawniejszego sposobu powiedzenia „Heil Hitler”), niedługo po swoich szóstych urodzinach i śmierci brata Lothara na wojnie, odkrywa, że całe jej dotychczasowe życie oparte było na kłamstwie, w rzeczywistości, bowiem nie jest wcale integralną częścią wychowującej ją rodziny, ale ofiarą programu znanego pod nazwą „germanizacja dzieci” lub „rabunek dzieci”, stworzonego przez Heinricha Himmlera w celu wyrównania niemieckich strat poniesionych w latach wojny. Przyjmuje się, że około 200 tysięcy dzieci, głównie z Polski, terenów Związku Radzieckiego czy Czech zostało uprowadzonych, z których część po pozytywnym przejściu surowej selekcji, oddano takim właśnie „modelowym” niemieckim i austriackim rodzinom, po wcześniejszej zmianie imienia i w wielu przypadkach, skutecznym wyczyszczeniu jakichkolwiek wspomnień.

 

I właśnie ta relacja sześcioletniej dziewczynki, dla której początkowo największym nieszczęściem wydaje się to, że upragnioną lalkę dostała na Gwiazdkę jej starsza siostra, a nie ona, która dowiadując się prawdy (a właściwie półprawdy) o swoim pochodzeniu, z godną podziwu determinacją uczy się „swojego” języka i planuje ucieczkę wraz z nowym „bratem”, ma w „Znamieniu” największą siłę rażenia.

 

Dużym plusem powieści jest fakt, iż to zderzenie dziecięcej narracji i tragicznej historii, dzięki lekkości pióra Nancy Huston, nie sprowadza się do wyciskającego łzy z oczu melodramatu, a powieść mimo nielekkiej tematyki, nie traci swoich walorów rozrywkowych. Dla niektórych być może to pominięte przeze mnie w powyższym opisie rozdziały poświęcone Randallowi i Sadie okażą się najciekawsze, ze względu na poruszaną w nich problematykę poszukiwania swojej żydowskiej tożsamości, podczas gdy inni mogą skoncentrować się wyłącznie na wątku skomplikowanych rodzinnych powiązań – tak czy inaczej, polecam „Znamię” jako niegłupią i naprawdę wciągającą lekturę, z której możemy przy okazji dowiedzieć się czegoś nowego. 

poniedziałek, 09 lutego 2009, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
padma
2009/02/09 20:14:12
Cieszę się, że Tobie także "Znamię" się podobało - świetna recenzja!:)
-
zosik
2009/02/12 11:23:52
I teraz żałuję, bo mogłam wypożyczyć, a zamiast niej wzięłam tego nieszczęsnego "Wróżbitę"... :-(