Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Kamerdyner doskonały
okruchy dnia
 
 
Kiedyś, dosyć dawno temu, obejrzałam film, który zapadł mi w pamięć na długi czas. Anthony Hopkins, grający w nim perfekcyjnego kamerdynera Stevensa, był w swojej roli tak sugestywny, że podczas lektury powieści nie potrafiłam już inaczej wyobrazić sobie tej postaci. Podobnie zresztą rzecz ma się z panną Kenton i wcielającą się w nią Emmą Thompson.
 
A mam na myśli oczywiście powieść (i jej znakomitą ekranizację) pt."Okruchy dnia" Kazuro Ishiguro.
 
Na pierwszy rzut oka mamy tu do czynienia ze wspomnieniami starzejącego się kamerdynera, który spędzając kilkudniowy urlop w podróży przez Anglię, dokonuje jednocześnie podsumowania swojego życia. Stopniowo, krok po kroku, pod uporządkowanym do granic mozliwości i idealnie schynchronizowanym i sztywnym światkiem wiernego lokaja, odkrywamy cały szereg przejmujących ludzkich dramatów. Wielokrotnie pojawia się więc wątek lojalności (zarówno w dużej skali, kiedy okazuje się, że długoletni pracodawca Stevensa, lord Darlington,  został oskarżony i publicznie napiętnowany jako zdrajca i faszystowski kolaborant; a także w odniesieniu do relacji służący-pan), ale motywem przewodnim (rozegranym niezwykle subtelnie) jest skrzętnie ukrywane latami uczucie, jakie rozwinęło się pomiędzy wspomnianym Stevensem, a gospodynią panną Kenton.
 
Cała fabuła przesiąknięta jest nostalgią za bezpowrotnie utraconymi szansami i smutkiem związanym z uświadomieniem sobie przez Stevensa pustki swojego życia oraz niepewnej przyszłości. Ciężko powiedzieć, która część powieści robi większe wrażenie - czy retrospekcje szczegółowo opisujące przedwojenne życie w Darlington Hall wraz z poszczególnymi obowiązkami służby, czy też mistrzowskie zestawienie anachronicznego kamerdynera z dynamicznymi postaciami spotykanymi podczas podróży. Wspaniała jest też scena finalnego spotkania niezwykłej pary głównych postaci po kilkudziesięciu latach i rozmowa prowadzona jednocześnie w tradycyjny sposób, jak i "między słowami".
 
Podsumowując, "Okruchy dnia" to błyskotliwa i smutna opowieść o dokonywaniu wyborów i o konsekwencjach, jakie się z tym wiążą, z rewelacyjnie przedstawioną psychologią bohaterów - Stevens, choć konserwatywny  i zasadniczy niemal "do bólu", wydaje się postacią z krwi i kości - choć mało prawdopodobne żebyśmy zgadzali się z wyznawanymi przez niego poglądami (jak choćby niepodważalne podporządkowanie siebie i całego swojego życia pracodawcy), to nie sposób nie poczuć do niego sympatii (i współczucia), zaś jego rozważania na temat godności człowieka, próba zdefiniowania istoty "wielkości" kamerdynera czy też ćwiczenie ze stoickim spokojem swojego (nieistniejącego!) poczucia humoru są prawdziwymi literackimi perełkami. Kazuo Ishiguro, mimo swojego japońskiego nazwiska i pochodzenia, zawarł w swojej powieści esencję brytyjskości - wraz z jej sentymentem do klasy wyższej, rozległymi wiejskimi posiadłościami, systemem klasowym i uczuciowym dystansem i za to moim skromnym zdaniem należą mu się wielkie brawa. 
 
A dodatkowym bonusem, jak wspomniałam na początku, jest świetna, klasyczna już niemal ekranizacja w  reżyserii Jamesa Ivory'ego - w tym wypadku książka i film idealnie się dopełniają. 
poniedziałek, 13 października 2008, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
chihiro2
2008/10/15 13:12:45
Nigdy nie czytalam powiesci, ale film zapadl mi w pamieci cudownymi rolami Hopkinsa i Thompson. Znakomity duet i naprawde doskonale oddana subtelnosc uczuc. To jeden z takich filmow, w ktorych pozornie za duzo sie nie dzieje, ale jednak dzieje sie wiele...
-
be.el
2008/10/21 22:12:06
Książki nie znam, ale film zapadł mi na długo w pamięci:)
-
nougatina
2008/10/26 22:56:28
Czytałam dawno temu. Ta angielsko-japońska powściągliwość narracji... Duet doskonały. Książka tak mnie zauroczyła, że rekomendowałam ją wydawnictwu, dla którego wówczas pracowałam. Niestety, nie wydali jej.
Film też widziałam i jest to jeden z nielicznych przypadków, w których ekranizacja dorównuje powieści.
Ps. Poszukaj pod dormeza.wordpress.com ;)