Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Ukryte pragnienia...

 majgull axelsson

Nie wiem, co takiego ma w sobie Majgull Axelsson, że na jej każdą nowo wydaną powieść czekam z taką niecierpliwością, choć doskonale wiem, że nie będzie to przyjemna lektura. A jednak te opowieści o kobietach, o bliznach, które naznaczyły je na zawsze, o nieustającej szarpaninie i cichych tragediach przyciągają mnie jak magnes - może dlatego, że Axelsson pisze trochę tak, jak Bergman kręcił swoje filmy - ze skandynawską  chłodną elegancją  - prosto i bez upiększeń, jej świat rzadko bywa kolorowy - na ogół przyjmuje barwy bieli, czerni lub ewentualnie lekkiej szarości.

Nie inaczej jest w "Tej, którą nigdy nie byłam". Mamy tu dwa równoległe życia, dwie alternatywne rzeczywistości, których punktem stycznym staje się wtyczka szpitalnego respiratora - od tego momentu Mary i Marie idą dwiema różnymi drogami. Trudno orzec, który z pokazanych światów jest lepszy - w jednym z nich Mary jest kobietą sukcesu, panią minister, która po latach przymykania oczu na romanse jej męża, po jego tragicznym wypadku skazuje się na opiekę nad nim, przypłacając to powracającą chorobą nerwową; w świecie swoich snów natomiast, w krytycznym momencie decyduje się wyciągnąć wtyczkę  i po odsiedzeniu części kary w więzieniu, ma szansę rozpocząć wszystko od nowa. Która z tych rzeczywistości jest prawdziwa? Co ciekawe, w żadnej z nich Mary/Marie nie jest szczęśliwa, w każdej z nich jest coś, co  ją prześladuje i nie pozwala odnaleźć spokoju - a jednak obie obserwują swoje alter ego z obojętnym zainteresowaniem naukowca, akceptując to dziwne rozdwojenie.

W tej książce nie ma postaci radosnych, każda z osób dźwiga jakieś brzemię, pod pozornie nieruchomą powierzchnią kłębią się demony - może jednym z powodów, dla których tak lubię Skandynawów jest właśnie umiejętność pokazania tego, co znajduje się pod spodem - wystarczy leciutko poskrobać żeby wydobyć na światło dzienne najczarniejsze koszmary, a w sumie zawsze łatwiej jest czytać o koszmarach innych niż zmagać się z własnymi. 

 Moją ulubioną postacią w "Tej, którą nigdy nie byłam", jest przyjaciółka MaryMarie - Sissela, której determinację w dążeniu do zmiany swojego życia naprawdę podziwiam. Piękny jest opis jej przeistaczania się z niepozornej i biednej szarej myszki w elegancką i zadbaną kobietę, z symboliczną i bardzo konsekwentną "zabawą" trzema kolorami. 

 Ciekawi mnie, jak inni odebrali (lub odbiorą, bo wiem, że co najmniej kilka innych autorek blogów ma ją w planach) tę powieść, bo czuję, że we mnie zostanie ona na jakiś czas i to nie tylko ze względu na zdania takie jak to: "Zawsze się bałam. Bałam się być zbyt brzydka i bałam się być zbyt piękna. Bałam się za bardzo zbliżyć do drugiego człowieka i równie mocno obawiałam się odrzucenia. Bałam się drwin. Bałam się oskarżeń, że się mylę, i równie mocno obawiałam się uznania mnie za arogancką, kiedy miałam rację. Takie życie bardzo wyczerpuje. W końcu brakuje już sił, wszystkie źródła są puste i człowiek chce tylko wydobyć się ze swojego życia. Zmienić. Stać się kimś innym".  

piątek, 19 września 2008, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: