Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Męskie gry

 W Brighton

Już dawno nie czytałam tak przygnębiającej książki. Ogólnie jakoś tak nastrojem i stylem pisania skojarzyła mi się z czytaną przed laty prozą Hłaski - jest w niej podobna brutalność i okrucieństwo, jako dwa naturalne składniki życia bohaterów, żadnych sentymentów ani cackania się, a jak ktoś zaczyna odstawać, to trzeba go usunąć. Kto by przypuszczał, że spokojne i leniwe Brighton lat 20. czy 30. ubiegłego wieku  (dokładniejsze ramy czasowe nie są sprecyzowane) może okazać się takim ponurym i bezlitosnym miejscem...

Ten świat drobnych cwaniaczków, hochsztaplerów i rywalizujących ze sobą band jest przerażająco realny, a zasady według których funkcjonuje, banalnie proste. Młodociany przywódca jednej z grup, Chłopiec, tylko na pozór jest chudym siedemnastolatkiem z niewinną twarzą - wewnątrz nie ma w nim ani krzty niewinności, a w walce o przetrwanie i utrzymanie się na powierzchni nie zawaha się ani przed wielokrotnym morderstwem, ani oszustwem - dopiero w ostatniej scenie, kiedy zostanie przyparty do muru, opadnie z niego maska wyrafinowanego okrucieństwa i przez krótką chwilę można dojrzeć pod nią twarz przedwcześnie dojrzałego i przerażonego dziecka.

Kobiety są w tym sportretowanym przez Greene'a świecie tylko dwie - Rose, "biały śmieć", młodziutka i potwornie głupia gąska, złakniona jakiegokolwiek uczucia do tego stopnia, że pozwala sobą manipulować wiedząc, że stawką w tej grze jest jej życie oraz Ida Arnold, jedyna pozytywna postać w całej opowieści, dla której odkrycie kryminalnej zagadki i walka o sprawiedliwość stają się czymś w rodzaju ryzykownej rozrywki i choć nie można zarzucić jej braku litości czy dobrego serca, to determinacja, z jaką decyduje się na ściganie winnych, jest może odrobinę zbyt dwuznaczna...

Greene przedstawił w tej książce wizję świata pozbawionego kolorów i nadziei, świata bez przyszłości, bez przyjaźni, uczciwości czy miłości - każdy tu oszukuje, kłamie lub zabija, a według Rose miłosierdzie okazuje się być mniej atrakcyjne od wiecznego potępienia.

Podsumowując, "W Brighton" to powieść w sam raz na taki ponury dzień jak dzisiejszy, a po przeczytaniu jej trzeba tylko czekać na słońce ciesząc się, że szarość za naszym oknem jest tylko chwilowa. 

środa, 24 września 2008, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zosik
2008/09/24 13:12:48
Lubię Greene'go - może nie uwielbiam, ale cenię sobie jego chłodne spojrzenie na świat. Akurat jestem na świeżo po przeczytaniu "Trzecie człowieka" i mam ochotę na więcej jego książek.
-
2008/09/24 14:19:28
Ja się przyznam, że Greene'a znam głównie z ekranizacji - w tym właśnie "Trzeciego człowieka" (z Orsonem Welles'em) i "Końca romansu". Natomiast jestem właśnie w trakcie lektury jego autobiografii i bardzo mi się podoba! Podobnie jak eseje o innych pisarzach (w tym świetny rozdział o Henrym Jamesie).