Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Melancholia Petersburska
 Mistrz z Petersburga
 
Są tacy pisarze, z którymi mimo szczerych chęci, nigdy się nie zaprzyjaźnię.
 
Wśród nich zdecydowany prym wiedzie jeden z niedawnych noblistów, J.M. Coetzee - moim pierwszym, mocno traumatycznym spotkaniem z tym panem była "Hańba", która pozostawiła po sobie tak ogromny niesmak, że byłam pewna, że w życiu nie skuszę się na nic innego jego autorstwa. Jednak za namową jednej z czytających przyjaciółek, która okazuje się być fanką pana C., sięgnęłam po "Mistrza z Petersburga", czyli według okładki "mroczną fantazję na temat epizodu z życia Dostojewskiego".
 
Jest koniec XIX wieku. Do Petersburga przyjeżdża słynny pisarz, pragnąc odnaleźć ślady swojego tragicznie zmarłego (czy też zamordowanego) pasierba. Krok po kroku zagłębiając się w świat syna, odkrywa jego tajemnicze powiązania z rosyjskimi anarchistami, w tym dziwny układ z wyjątkowo antypatycznym przywódcą, Nieczajewem, a także poznaje byłą gospodynię Pawła, Annę Siergiejewną i jej chmurną córkę, Matrionę.
W zasadzie sama intryga jest tu raczej drugorzędna, tak naprawdę nie dowiadujemy się ani co się stało z Pawłem ani dlaczego zginął, ważniejsze okazuje się tu drugie dno, czyli zmaganie się pisarza z demonami - czytając nieukończone opowiadania i dziennik pasierba odkrywa, że pewne momenty z przeszłości wyglądały całkiem inaczej z jego punktu widzenia, a relacje między nim, a przybranym synem nie były wcale tak jednoznaczne jak mu się wydawało.
 
Ogólnie rzecz biorąc, całe to psychologiczne tło jest całkiem interesująco przedstawione i nieźle się czyta tę mini powieść, ale jednak czegoś mi w niej brakowało - jakiejś bardziej ludzkiej nuty, czegoś co by mnie naprawdę poruszyło. Rozpacz Dostojewskiego po stracie syna wydaje mi się teatralna i melodramatyczna, a dialogi pomiędzy nim a Nieczajewem w swoim patosie momentami śmieszą (niezamierzenie) - całość moim zdaniem sprawia wrażenie świetnie skonstruowanego ćwiczenia stylistycznego - formalnie nie za bardzo jest się do czego przyczepić, ale po raz kolejny przekonałam się, że zdecydowanie nie jestem dobrym odbiorcą prozy Coetzee'go.
 
Cóż, bywa i tak - po fakcie wiem już, że więcej przyjemności dałoby mi ponowne przeczytanie którejkolwiek z powieści samego Dostojewskiego aniżeli "Mistrza z Petersburga". 
poniedziałek, 22 września 2008, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: