Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Koniec lata po wiktoriańsku

 Tessa

To będzie odsłona klasyczna. Ot, tak - bo lubię i potrzebuję czasem odetchnąć od opisów świata, który znam dobrze (niekiedy nawet aż za dobrze) i który równie dobrze mogę sobie pooglądać w telewizorze (gdybym miała taki kaprys, rzecz jasna).

Tym razem padło na "Tessę d'Urberville" Thomasa Hardy'ego, czyli takiego angielskiego Reymonta, specjalisty od naturalistycznych opisów i drobiazgowego przedstawiania realiów - czyli jak mamy scenę dojenia krowy, to myślę, że po przeczytaniu go ze zrozumieniem spokojnie jesteśmy w stanie zabrać się do tego samodzielnie; jak bohaterka zbiera śmietanę, to robi to przez całą stronę, a przy scenie z szalenie nowoczesną jak na ówczesne  czasy (XIX wiek) młockarnią, poczułam się niemalże oblepiona pyłem zbożowym i równie wykończona co występujący w niej robotnicy. 
 
Oczywiście, jak można domyślić się po tytule, nie jest to podręcznik dla młodego farmera, tylko tragiczna historia młodej dziewczyny, której największym przekleństwem stała się nieprzeciętna uroda. Poza nią, Tessa Durbeyfield vel d'Urberville została obdarzona przez autora długim szeregiem irytujących cech, które komuś takiemu jak ja wydają się równie humorystyczne co wkurzające - ot, choćby jej nabożny stosunek do męża i uświęcone przekonanie, że jego poglądy są jedynymi słusznymi - powtarza je więc jak papuga, jednocześnie z całą prostodusznością przyznając otwarcie, że na dobrą sprawę wcale ich nie rozumie...Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że bohaterka jest jedynie wytworem czasów, w jakich przyszło jej żyć i w odniesieniu do współczesnych realiów jej zachowanie wydawać się może absurdalne; poza tym w porównaniu do innych postaci kobiecych z tej książki i tak stanowi przykład osoby wyjątkowo rozumnej - co nie zmienia jednak mojego stosunku do niej. Owszem, przyjmuję do wiadomości argumentację Hardy'ego, że jej los został niejako przypieczętowany w momencie, kiedy rozwkitła jej uroda, ale bez względu na to ta bezwolność, z jaką poddaje się temu co ją spotyka, wzbudza moją irytację - nic nie poradzę na to, że nie znoszę takich cielątek dających się prowadzić na rzeź bez słowa skargi, ze łzami i miłosierdziem w oczach...

Podobną (a może nawet nieco większą) antypatię wzbudzał we mnie w trakcie lektury Angel Clare,  przedstawiony w dodatku jako chodzący ideał, no bo i przystojny, z dobrej rodziny i o nowoczesnych poglądach - a jednak mimo to w kluczowym momencie okazuje się być typowym dziewiętnastowiecznym hipokrytą, który z obawy przed skandalem i plotkami woli usunąć żonę z jej niechlubną przeszłością niż stanąć po jej stronie i próbować  ją zrozumieć. 

Na dobrą sprawę jedyną postacią, do której poczułam coś na kształt sympatii, okazał się sztandarowy czarny charakter, czyli uroczo amoralny Alec d'Urberville -  sposób, w jaki kusi i stara się omotać głupiutką Tessę, a następnie jego pozorna przemiana rozbawiały mnie niemal do łez. Tak więc paradoksalnie pod koniec książki bardziej żałowałam tego wrednego hulaki aniżeli tytułowej bohaterki. 
 
Wbrew temu, co mógłby sugerować powyższy opis, uważam "Tessę d'Urberville" za świetną powieść - jest w niej i wielka namiętność, i rewelacyjnie przedstawiony świat na progu rewolucji przemysłowej i intryga i niewinna miłość, a nawet morderstwo, a postaci, choć jak widać powyżej, kierują się nieco pokrętną i obcą nam współcznesnym logiką, są cudownie "żywe" i pełnokrwiste, przez co wzbudzają autentyczne emocje - możemy więc zżymać się na Hardy'ego za sposób w jaki opisuje świat i los, jaki zgotował Tessie, ale musimy przyznać, że zrobił to rewelacyjnie. 
 
 Przy okazji ciekawa jestem ekranizacji Romana Polańskiego, bo jakoś mimo że jestem zapalonym kinomaniakiem i lubię dzieła pana P. (zwłaszcza te sprzed lat), to jakoś do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z "Tess" - przy najbliższej okazji wyruszam więc na poszukiwania, bo pewnie na telewizję nie mam co liczyć...
 

 

poniedziałek, 15 września 2008, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zosik
2008/09/15 11:46:41
Tessa to jedna z mych ulubionych powieści :) Jest specyficzna, ale i staroświecko czarowna. Czytałam ją kilka lat temu właśnie pod koniec lata. Ekranizację Polańskiego bardzo lubię. Zresztą dzięki niej sięgnęłam po książkę.
-
2008/09/15 14:22:22
No, u mnie raczej nie załapie się na listę ulubionych (gdybym taką prowadziła :)), a to ze względu na zbytnią "cielęcość" tytułowej Tessy, ale tak jak napisałam, przeczytałam to z niekłamaną przyjemnością i nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do niej wrócę... A po inne dzieła popełnione przez T. Hardy'ego sięgnę na pewno z ciekawością.
-
karolina.ja
2008/09/15 21:58:57
Ja czytałam tę powieść na początku tego lata. Pewnie bym po nią nie sięgnęła, ale na szczęście to moja lektura. Na szczęście, bo spodobała mi się.