Książkowo - filmowo - muzycznie + inne wariacje
MY MONKEY: jeanne_n@gazeta.pl


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Laura Lippman "Co wiedzą zmarli"

Laura Lippman

 

Przez czysty przypadek w moje ręce trafiły ostatnio dwie książki należące wprawdzie do dwóch całkiem różnych kategorii, ale poruszające podobny temat – pytania o tożsamość oraz dramatycznych wydarzeń z przeszłości. Każda z nich dotyka tego problemu w inny sposób – opisywana niedawno przeze mnie Jodi Picoult skupia się raczej na dramacie rodzinno-społecznym, podczas gdy Laura Lippman trochę bardziej zagłębia się w psychologię i opisanie fatalnych konsekwencji pozornie banalnie rozpoczętego ciągu zdarzeń.

 „Co wiedzą zmarli” to na pierwszy rzut oka dość typowy kryminał, z niewyjaśnioną tajemnicą sprzed lat w tle – dwie nastoletnie siostry – Sunny i Heather Bethany jadą do centrum handlowego, po czym ślad po nich urywa się na trzydzieści lat – nie ma ciał ani żadnych konkretnych informacji co mogło się z nimi stać, a nierozwiązana sprawa powoli odchodzi w zapomnienie, kładąc się cieniem na karierze przydzielonego do niej detektywa.

Niespodziewany przełom następuje 30 lat po zaginięciu sióstr, kiedy na horyzoncie pojawia się przez przypadek tajemnicza kobieta utrzymująca, że jest jedną z nich – przy tym zna zaskakująco wiele szczegółów z życia dziewczynek, ale jej dziwna niechęć do wyjawienia wszystkiego, co wie i nieścisłości w zeznaniach sprawiają, że wszystko wydaje się być misternie utkaną, ale mistyfikacją – oczywiście nie zamierzam zdradzać tego, kim naprawdę okaże się tajemnicza kobieta, ale powiem, że cała intryga jest opisana tak, żeby maksymalnie wciągnąć czytelnika w tę swoistą zabawę pt. „kto jest kim” i tak zamotać mu w głowie, żeby nie dać mu szansy ani czasu na rozpatrywanie prawdopodobieństwa całej historii, która momentami jest naprawdę naciągana. Mimo to ogólnie rzecz biorąc, to bardzo przyzwoicie napisany kryminał, po którym przy okazji z ciekawością sięgnę po opisywaną na innych blogach inną książkę Laury Lippman, czyli „To, co ukryte”.

 Na koniec napiszę jeszcze tylko o jednej rzeczy, która potwornie działała mi na nerwy w trakcie lektury – a mianowicie postać głównej, jak by nie było, bohaterki – autorka wyposażyła ją w tyle wkurzających cech, że momentami miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno, nie mogąc już znieść infantylno-narcystyczno-aroganckiej pozy tej kobiety, choć tłumaczyłam sobie, że może miało to dodać wiarygodności całej historii…

 

piątek, 29 sierpnia 2008, jeanne_n

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: